czwartek, 4 kwietnia 2013

5.- Mój wujek gra w Lakers'ach.

Podczas nudnego siedzenia na pierwszej godzinie lekcyjnej weszłam na chwilę na facebook'a i twitter'a ale nic ciekawego się nie działo. Brakowało mi przyjaciòł, tutaj na razie nie miałam nikogo. Z zamyśleń wyrwał mnie dzwonek, Depp jeszcze na przerwie rozdzielił nas po klasach. Przypadoło mi dwójce chłopaków pozostać na sali. Oni mieli ze sobą świetny kontakt, a ja taki odludek. Znów rozmyślanie przerwał mi dzwonek. Na salę wpadła grupa chłopaków oraz dziewczyn. Ucieszyłam  się bo na końcu samotnie podąrzał Adam. Podeszłam i przywitałam się.
- Hej.
- O siema różowa.- uśmiechnął się.
- Dlaczego nie szedłesz ze wszystkimi?
- Bo ich nie lubię, oni mnie też i tak jakoś to wyszło.- wzruszył ramionami. Usiedliśmy na parapecie i rozmawialiśmy na wszystkie tematy. Było dobrze, my zajęci rozmową,  a reszta koszykówką. Gdy pewien mulat, Zayn jak się dowiedziałam od Adama, prubował zrobić wsad i się wywalił zaczęliśmy się śmiać. Wkurzony podszedł do nas i zapytał.
- Z czego tak zacieszacie?
- Z ciebie.- odparł Adam. Zayn już miał go uderzyć ale mu przeszkodziłam.
- Ej no bez bujek mi tu, nie lubię jak się coś tak błachego rozwiązuje w taki sposób.
- Ciesz się że tobie nie przywale, mam szacunek do kobiet.- burlnął i odszedł. Już myślałam, że będziemy mieli spokój ale się przeliczyłam. Jakiś chłopak w brązowych włosach rzucił mi piłkę.
- Jak tak mądra jesteś to rzucaj różowa.- powiedział. Wstałam i kozłując piłkę podbiegłam do kosza. Zrobiłam piękny wsad, a im szczeny opadły. Puściłam się kosza i z gracją wylądowałam na parkiecie.
- Ja mam imię.- warknęłam. Powróciłam na moje poprzednie miejsce.
- To było epickie Cody.- pogratulował mi czarnowłosy.
- Mój wujek gra w Lakers'ach.- uśmiechnęłam się. Po dzwonku
wyszliśmy na korytarz, za plecami słyszeliśmy szepty. Nie byłam z tego jakoś zadowolona ale nic nie mówiłam.
- Co masz teraz?- zapytał Adam. Wyciągnęłam plan i odpowiedziałam.
- Angielski z panią Higgins.
- Oh, to ci się trafiło, masz z najzajebistrzą nauczycielką w szkole.- Lambert odprowadził mnie pod same drzwi klasy. Tak jak powiedział nauczycielka była naprawdę super. Lek je mijał mi szybko, aż nadeszła pierwsza długa przerwą. Tak jak prosił mnie Adam czekałam na nie go pod klasą, ale spokój nie był mi dany. Podeszła do mnie grupka chłopaków, z tego co pamiętałam jeden z nich to Zayn, a drugi Louis.
- Mała co tak sama stoisz może mógłbym się tobą zająć?- zapytał dziwnym tonem bliźniak Louisa, tylko że był cały w tatuażach.
- Nie dzięki.
- Jesteś piękna, mądra i masz cięty język, takiej królowej potrzebuje król.- Zayn przygwozdzilł mnie do ściany, a że był większy i silniejszy nie miałam szans.
- Król debili i idiotów? Przepraszam ale mimo że jestem niska to nie aż tak żeby sięgnąć twojego poziomu.- mruknęłam. Mulat wkurzył się.
- Odpuść.- powiedział jakiś chłopak. Zayn z przyjaciółmi odszedł, tylko ten nieznajomy został.
- Przepraszam z mojego brata, jest trochę...- przerwałam mu.
- Narwany, niewyżyty seksualnie, głupi?-zapytałam z ironią.
- Ehh... chciałem powiedzieć niepohamowany w stosunku do ładnych kobiet.- zarumienił się.- Liam.
- Cody.
- A to nie jest męskie imię?- zapytał. Wypuściłam z płuc powietrze i odpowiedziałam:
- Nie, nie tylko męskie.
- Ja przepraszam, nie chciałem cię urazić.
- Typowy Brytyjczyk, wy za wszystko przepraszacie. W Polsce jedna piąta społeczeństwa miała by to w dupie.
- To dlatego jesteś taka ładna.- uśmiechnął się. Pożegnaliśmy się tuż przed dzwonkiem. Adam miał racje, ta nauczycielka była super. Jak tako dotrwałam do przerwy obiadowej. Zgodnie z prośbą Adama czekałam pod klasą. Ze zniecierpliwienia zaczęłam się rozglądać.
- Kogo tak wypatrujesz?
- Adam wystraszyłeś mnie.- ale za mną nie stal Adam.
- Jestem Harry.
- Cody.- przywitałam się.
- To więc czekasz na Adama.- jego imię wypowiedział z pogardą.
- Nie lubisz go?- bardziej stwierdziłam niż zapytałam. Ale Harry mi nie odpowiedział, ktoś go uprzedził.
- Nienawidzimy się.- to był Lambert.- Choć bo cię zarazi głupotą.- pociągnął mnie za rękę. Harry niestety złapał mnie za drugą i pociągnął ku sobie.
- Nie decyduj za nią.
- Nie decyduje.- mruknął.- Choć mała bo nam cała przerwa minie.- totalnie olał Loczka.
- Uważaj na niego, bo jeszcze zaciągnie cię na stary cmentarz i zabije w okrutny sposób.- szepnął mi do ucha Harry i odszedł. Nie powiem wystraszyłam się.
- Nie słuchaj go, chce cie nastraszyć.- z tymi słowami poszliśmy na stołówkę.

środa, 13 marca 2013

4. Pendulum-Watercolour / bohaterowie 2

Danielle Peazer (24 L) 
Zabawna i miła dziewczyna. Nauczycielka tańca w Szkole Dla Wybitnych.
Eleanor Calder (18 L)
Rozgadana ale miła i otwarta na nowe znajomości dziewczyna. Uczęszcza do Szkoły Dla Wybitnych na profil aktorskim.
William Tomlinson (20 L)
Lekkoduch, który niczym się nie przejmuje, uwielbia dobrą zabawę. Ma brata bliźniaka- Louisa do, którego jest młodszy 3 minuty. Uczęszcza do Szkoły Dla Wybitnych na profil muzyczny. Najlepszy przyjaciel Louisa, Zayna, Nialla, Harrego, Liama, Justina i Conora. Raz nie zdał.
Louis Tomlinson (20 L)
Zabawny, oddany przyjaciołom, chce być wiecznie młody. Ma brata bliźniaka- Williama do, którego jest starszy 3 minuty. Uczęszcza do Szkoły Dla Wybitnych na profil muzyczny. Najlepszy przyjaciel Williama, Zayna, Nialla, Harrego, Liama, Justina i Conora. Kocha się w Eleanor. Raz nie zdał.
Zayn Malik (19 L)
Wieczny imprezowicz, chciałby się kiedyś zakochać, najbardziej na świecie ceni sobie rodzinę. Ma adopcyjnego brata Liama. Uczęszcza do Szkoły Dla Wybitnych na profil muzyczny. Najlepszy przyjaciel Louisa, Williama, Nialla, Harrego, Liama, Justina i Conora.
Harry Styles (18 L)
Dziecko szczęścia, kocha koty i ciągle się uśmiecha. Uczęszcza do Szkoły Dla Wybitnych na profil muzyczny. Najlepszy przyjaciel Louisa, Zayna, Nialla,Williama, Liama, Justina i Conora.
Niall Horan (19 L)
Wiecznie głodny, zabawny i miły chłopak. Uczęszcza do Szkoły Dla Wybitnych na profil muzyczny. Najlepszy przyjaciel Louisa, Zayna,Williama, Harrego, Liama, Justina i Conora.
Liam Payne- Malik (19 L)
Nad wyraz miły, uprzejmy, jednym słowem ideał, przybrany brat Zayna. Został adoptowany przez państwa Malik w wieku 8 lat. Uczęszcza do Szkoły Dla Wybitnych na profil muzyczny. Najlepszy przyjaciel Louisa, Zayna, Nialla, Harrego, Williama, Justina i Conora. Kocha się w Danielle.
Conor Maynard (16 L)
Zabawny, mądry i oddany muzyce chłopak. Uczęszcza do Szkoły Dla Wybitnych na profil muzyczny. Najlepszy przyjaciel Louisa, Zayna, Nialla, Harrego, Liama, Justina i Williama.
Adam Lambert (19 L)
Skryty, zimny dla ludzi chłopak. Uczęszcza do Szkoły Dla Wybitnych na profil muzyczny.
Justin Bieber (16 L)
Uczęszcza do Szkoły Dla Wybitnych na profil muzyczny. Najlepszy przyjaciel Louisa, Zayna, Nialla, Harrego, Liama, Williama i Conora.
Leonardo Dicaprio (26 L)
Mądry, rozważny i szybko denerwujący się nauczyciel aktorstwa w Szkole Dla Wybitnych. 
Johnny Depp (28 L)
Zabawny, sarkastyczny nauczyciel muzyki w Szkole Dla Wybitnych.

***
Gdy dolecieliśmy i dojechaliśmy do nawet ładnego domu (willi) na przedmieściach, tata oznajmił, że jutro zaczynam naukę. Z Hazzą poszłam do nowego pokoju. Był naprawdę piękny, taki trochę w moim stylu. Pochowałam ciuchy, oraz inne pierdółki, książki oraz mangi odłożyłam na półkę, a Laptopa położyłam na łóżku. Do mojej prywatnej łazienki zaniosłam kosmetyki i nalałam w porcelanową miskę mojemu ukochanemu pieskowi wody. Nie miałam zamiaru iść na spacer. Leżałam oglądając anime i rozmawiając z przyjaciółmi.
- Kochanie plan lekcji oraz książki.- mama zostawiła wyżej  wymienione rzeczy na biurku. Zakończyłam rozmowę z przyjaciółmi, podniosłam torbę aby się spakować na jutro.
- O zgrozo Hazza ja jutro mam dwa wuefy od rana.- to mnie dobiło ale moja śliczna nic sobie z tego nie zrobiła tylko dalej gryzła zabawkę. Mimo, że mam na ósmą to kończę o dwunastej, to właśnie podniosło mnie na duchu. Zeszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapki.
- Tato do jakiej klasy będę chodziła bo tam nie ma napisane?
- Do pierwszej B, a twoim wychowawcą jest Johnny Depp.- wyszedł z pomieszczenia. Ja i kanapki zostaliśmy sami. Posiliłam się, wypiłam herbatę i posnułam się myć.
Rano, z niechęcią wstałam. W łazience wykonałam wszystkie poranne czynności oraz ubrałam się. Śniadanie wręcz pochłonęłam, przed szkołą jeszcze wyszłam na krótki spacer z Hazzą. Zanim już na dobre ruszyłam do szkoły poprawiłam jeszcze pasek torby i włożyłam ręce do kieszeni płaszcza. Szłam wskazaną przez Rona drogą. Wyciągałam nogi bo było już wpół do ósmej. Po niespełna kilku minutach szybkiego marszu zza rogu wyłonił się budynek szkoły. Nim weszłam na teren szkoły minęło mnie, a tak właściwie prawie potrąciło czarne auto. Zdenerwowana i z lekka wystraszona dzisiejszym dniem stanęłam przed szklanymi dwuskrzydłowymi drzwiami. Pchnęłam je i przekroczyłam próg budynku. Mijani przeze mnie ludzie mierzyli mnie dziwnym wzrokiem. Wpatrzona w podłogę sunęłam do szatni. Przebrałam buty na trampki i zostawiłam płaszczyk na wieszaku. Szybko chciałam znaleźć się w sali lekcyjnej. Sunęłam wpatrzona w podłogę, nawet nie wiem gdzie szłam. Po niedługim czasie zorientowałam się, że się zgubiłam. *Przecież ja nie znam tej szkoły* skarciłam się w myślach. Rozejrzałam się i dostrzegłam jakiegoś chłopaka. Podeszłam i nieśmiało zapytałam.
- Przepraszam wiesz może gdzie jest...- przerwałam i z torby wygrzebałam kartkę z planem.- sala gimnastyczna?
Popatrzył z góry (był sporo wyższy), uśmiechnął się, złapał mnie za ramiona i odwrócił o 180 stopni.
- Tam.- wskazał drzwi z napisem sala gimnastyczna. Zarumieniłam się.
- Dziękuję.- już miałam odejść i unikać go do końca życia, a przynajmniej dzisiejszego dnia ale mnie zatrzymał.
- Nowa? Jestem Adam.
- Mhm, Cody.
- Z kąt jesteś, nie brzmisz jak Brytyjka.
- Przeprowadziłam się z polaki, wczoraj.- podkreśliłam ostatnie słowo.
- Do tej willi na przedmieściach? Uprzedzając następne pytanie, mieszkam niedaleko ciebie.- uśmiechnął się. Rozmawiało nam się naprawdę dobrze, prawie nie odczuwałam braku moich przyjaciół. Rozmowę przerwał nam jakiś facet.
- Lambert nie romansuj tylko na lekcje.- rzucił przechodząc.
- Już.- odparł z niechęcią mój nowy znajomy.- Spotkamy się na długiej przerwie?- zapytał zanim odszedł.
- No pewnie.
- Jaką będziesz miała wtedy lekcje?
- Matematykę w 213.- odpowiedziałam.
- Przyjdę po ciebie.- uśmiechną się i odszedł. Weszłam na salę ale było pusto, spojrzałam na zegarek i w tym momencie zadzwonił dzwonek. Nadal nikogo nie było. Założyłam słuchawki na uszy i odpłynęłam. Wiedziałam, że tu mam bo trzymałam się planu. Po niespełna piętnastu minutach przyszedł facet, który wcześniej upomniał Adama i jakaś klasa. Podejrzewałam iż właśnie to była 1B, dziwnie się na mnie spojrzeli. Podeszłam do mężczyzny wyglądającego mi na nauczyciela.
- Ja...- i co miałam powiedzieć, sama nie wiedziałam.
- Ty pewnie jesteś Queen, nazywam się Johnny Depp i będę twoim wychowawcą.- zaśmiał się. Lekko czerwona ze wstydu odezwałam się.
- A... aha
- Poznajcie się z nową koleżanką, idę po dziennik.- już miał wyjść z pomieszczenia ale się wrócił.- Nie rozwalcie sali.- i odszedł. Reszta tylko się śmiała, podzielili się na grupy, a ja nie chcąc im przeszkadzać usiadłam z boku ze słuchawkami na uszach. W notatniku zapisywałam tekst piosenki, jakoś tak nagle naszła mnie wena. Nie zwracałam na nikogo uwagi, po prostu byłam tu ciałem a nie duszą. Ocknęłam się gdy jakiś chłopak dźgnął mnie w ramie.
- Co?- zapytałam z oburzeniem.
- Depp mówi do ciebie od minuty.
- Oh, to przepraszam.- podniosłam wzrok na nauczyciela.- O co pan pytał?
- O adres.- powiedział gapiąc się na mnie. Zgodnie z prośbą podałam mu wszystkie dane jakich zażądał.
- Chodziłaś kiedyś na lekcje muzyki?- zapytał Johnny.
- Nie, tylko te w szkole.
- I ty się zapisałaś do klasy muzycznej?!- krzyknął ktoś z grupy.
- Ja, to znaczy ojciec mnie zapisał bez mojej wiedzy.- wytłumaczyłam, a klasa spojrzała na mnie jak na debila.
- Czyli masz jakiś talent muzyczny, czy nie?- spojrzał na mnie Depp pytającym wzrokiem.
- Śpiewam.
- No to słuchamy.- wychowawca rozsiadł się wygodniej.
- Co? ale teraz?- nie wiedziałam co mam zrobić i aż z wrażenia wstałam. On tylko kiwną głową. Wszyscy się zaczęli na mnie dziwnie gapić. Znów. Odchrząknęłam, a jedyne co mi przyszło do głowy to piosenka

Pendulum - Watercolour . Zaśpiewałam kawałek, ucięłam po pierwszej zwrotce. 

- Aż tak źle?
- Dzieciaku ty to masz głos, na pewno nie miałaś żadnych lekcji śpiewu?- wychowawcy się podobało i to mi wystarczy przynajmniej mnie nie wywalą za ten mój jazgot. Dowiedziałam się iż to było tylko zastępstwo, a na następnym wuefie jesteśmy rozdzieleni po klasach. 

piątek, 8 lutego 2013

3.Stanęłam na chodniku [...]

Obudziło mnie lizanie Hazzy po twarzy. 
- Już wstaje.- niechętnie podniosłam się do siadu. Na kalendarzu wiszącym na ścianie, jutro jest ta nieszczęsna data- ósmy lutego. Do kuchni wparowałam w mojej zajebistej pidżamie w kaczorki. Mama już tam siedziała z Ron'em.
- Dobry.- usiadłam do kanapek, ale najpierw zrobiłam jeść psu. Coś dziwnie było spokojnie.- Wydarzyło się coś?
- Kochanie ja wiem, że mieliśmy wyjechać jutro ale plany się zmieniły. Jedziemy dziś, wieczorem mamy wylot.- powiedziała mama.
- Spakuj się.- Ron pogłaskał mnie po włosach. Skonsumowałam szybko śniadanie, pobiegłam do pokoju, ubrałam się i wzięłam moją gitarę akustyczną. Wychodząc napisałam sms'a do reszty, że spotkamy się w parku i żeby gitary wzięli. Szłam powoli, starałam się zapamiętać najmniejsze szczegóły Krakowa. Jeszcze delikatnie prószył śnieg, płatki spadały na moją czapkę oraz kurtkę. Kroczyłam brukowaną uliczką, wielu ludzi pędziło w wiele stron. Czułam jak by wszystko dookoła przyśpieszyło. Stanęłam na chodniku i spojrzałam w niebo, poczułam się nagle taka samotna. 

- Co tak długo?- zapytała Elizka siedząca na ławce z gitarą w ręku. Adam i Kevin siedzieli na murku altanki, w której obecnie się znajdowaliśmy. 
- Wyjeżdżam dziś wieczorem.- jedna łza spłynęła mi po policzku, a po niej już tysiące. Zaczęliśmy się przytulać, płakać, rozmawiać i na koniec krzyczeć. Krzyczeć tak głośno jak potrafiliśmy. 
- Bez was, ja się tam nie odnajdę.- siedziałam przytulona do Adama. 
- Wyluzuj i nie przeżywaj.- powiedzieli równo Kevin i Elizka.
- Zagrajmy coś.- chwyciłam gitarę. Usiadłam teraz na oparciu ławeczki. Przeciągnęłam palcami po strunach.
- Razem przetrwamy dalekie wyprawy
Razem przetrwamy każdą straszną noc
Teraz ze swoją gitarą dołączył się Kevin.
- Nasz przyjaźń nam na to pozwala
To ona trzyma nas jak grawitacja 
Elizka włączyła się z gitarą.
- Nieważne co się stanie
Do puki mamy siebie,
przetrwamy
I teraz zaczął śpiewać Adami grając na gitarze.
- Chwyćmy się za ręce
Spójrzmy każdemu w oczy
Ostatnie zaśpiewaliśmy wspólnie grając.
- Chodźmy w stronę słońca
Chodźmy w stronę marzeń...
Ucichły nasze głosy, a dźwięki instrumentów niósł jeszcze wiatr. Patrzyliśmy to na siebie, to gdzieś w dal.
- Będzie mi was brakować.- szepnęłam. Nagle rozbrzmiał dźwięk mojego telefonu. To był Ron, musiałam już wracać. Przytuliliśmy się i odprowadzili mnie do domu. Gdy weszłam za próg byłam pewna jednaj rzeczy. Gdybym mogła chwyciła bym Hazzę i walizki stojące w korytarzu i uciekła daleko do przyjaciół.
- Znajdziesz nowych przyjaciół.- powiedziała mama gdy samochód ruszył z parkingu. Do lotniska nie było daleko. Ojczym odebrał bilety, ja zamknęłam psa w klatce.Widziałam strach w oczach Hazzy.
- Będzie dobrze maleńka.- wyszeptałam. Jakiś facet odebrał mi klatkę.Wsiadłam do samolotu, ze słuchawkami w uszach zasnęłam. Modliłam się żeby to był sen.

wtorek, 5 lutego 2013

2. - Jestem, głodna jestem

Następnego dnia rano, a może to jednak południe bo jest dwunasta trzynaście. Wstałam, ubrałam się i powędrowałam do kuchni. Moje śniadanie jak zwykle składało się z większości produktów, które zawierała nasza lodówka. Skonsumowałam je przed telewizorem oglądając powtórkę meczu piłki nożnej. Dzień zaplanowałam na dwie tury. Najpierw zakupy z Elizką, a później do pizzerii z chłopakami no i oczywiście z naszą kochaną perkusistką. Wstając z kanapy przeciągnęłam się oraz krzyknęłam.
- Mama ja o czternastej wychodzę na zakupy.
- Nie zapomnij wrócić.- zaśmiała się z kuchni.- Kup sobie coś ładnego.
- Mhm.- mruknęłam. Najpierw zanim wyszłam na zakupy, wzięłam Hazze na spacer. W Krakowie nic się dziś nie działo. W pobliskim parku nie było zbyt wielu ludzi, a prawie można rzec zero. Usiadłam na ławce i rozkoszowałam się spokojem gdy nagle usłyszałam nadjeżdżającego tira. Po chwili ciekła ze mnie woda iż samochód chyba specjalnie wjechał w tę kałużę. Zdenerwowana zawołałam psa.
- Hazza idziemy do domu.- oczywiście kiedy przybiegła wytarła we mnie chyba całe błoto z parku jakie znalazła. Tak, mokra i w błocie wracałam do domu. Zamykając drzwi i odkładając smycz do szafki krzyknęłam:
- Jestem, głodna jestem.- wdrapałam się do pokoju, wzięłam nowe ubrania i poszłam do łazienki. Umyłam się, a brudne ciuchy wrzuciłam do pralki i zeszłam do kuchni. Na blacie leżały kanapki, które zabrałam do pokoju. Jadłam ubierając się, ubierałam się jedząc i suszyłam włosy jedząc. Nie było jeszcze pięć po czternastej a już rozbrzmiał dźwięk mojego telefonu.
- Czego?- ja i moja grzeczność.
-...
- Ach, no wiesz byłam z Hazzą w parku i samochód mnie ochlapał.
-...
- Przestań się śmiać, za pięć minut będę w centrum handlowym.- rozłączyłam się. Zbiegłam po schodach i zakluczając dom puściłam się biegiem do umówionego miejsca. Elizka już tam była. Na powitanie powiedziałam jej.
- Koniec z wuefem na ten rok.
- Hehe, przecież i tak nigdy nie ćwiczyłaś.- dostałam od nie kuksańca w żebra.
- Sportsmenka się odezwała.- rzuciłam z ironią. W sklepach spędziłyśmy jakieś trzy może cztery godzinki. Później Eliza zadzwoniła po chłopaków i spotkaliśmy się w pizzerii.
- U was kasa chyba na drzewach rośnie.- powiedział Adam mierząc wzrokiem nasze torby z zakupami.
- A skąt ty pieniądze bierzesz jak nie z drzewa?- zapytał Kevin. Usiedliśmy do stołu.
- A no jo.- pacnął się w czoło Adam.
- Ej to mój tekst!- warknęła Eliza. Zamówiliśmy jedzenie, gadaliśmy, śmialiśmy się no i oczywiście wygłupialiśmy się. Brzuchy nam się przyjemnie wypełniły. Siedzieliśmy już teraz przy pustym stole gdy nagle robiło się w miarę cicho. Ni z tond ni z tam tond Elizka głośno beknęła.
- Ktoś to słyszał?- zapytała zakrywając usta.
- Zapewne cały Kraków.- roześmiałam się wraz z chłopakami, a Eliza nam zawtórowała. Zrobiło się późno, a mianowicie dwudziesta pierwsza  dwadzieścia. Zebraliśmy się i przy skrzyżowaniu rozeszliśmy do domów. Mama z ojczymem oglądali telewizję. Zatachałam torby z zakupami do swojego pokoju. Przebrałam się tylko w pidżamę i ległam na łóżko. Zasnęłam prawie od razu. 

sobota, 2 lutego 2013

1. Las Vegas, kotku

Kiedy byliśmy mali marzyliśmy o sławie. 
Pomysł, który zrodził się tamtej nocy w mojej głowie zmienił wszystko. Pamiętam, że złapałam wtedy za komórkę i zadzwoniłam do Elizki. Kiedy odebrała ja nie czekając na jej krzyki powiedziałam: 
Załóżmy zespół!
Przez następne kilka dni zdążyłyśmy namówić jeszcze Kevina i Adama, przyjaciół kuzyna Elizy. Dosyć często się kłóciliśmy, a to o brzmienie  albo o tekst, ale wtedy byliśmy jeszcze tacy nijacy, bez nazwy. Nazwę wymyśliła Elizka kiedy we czwórkę byliśmy latem na lodach. Wybrudziłam się wtedy truskawkowym  mrożonym deserem, a ona wstała i krzyknęła:
Frozen Mouth.

I tak już zostało, my i nasze Frozen Mouth. Od tamtego czasu było już tylko lepiej, a może i nie bo nadal graliśmy w mojej piwnicy nazywanej przez nas świątynią.

***
Rzuciłam się na moje kochane, okrągłe łóżko. Wpatrywałam się w zielony sufit na którym wisiała lampa w kształcie smoka. Rozmyślałam nad nad próbą, która miała odbyć się za kilkanaście minut. Od niechcenia sprawdziłam facebook'a i twitter'a. Na świecie nic ciekawego się nie dzieje, nikt nic nie pisze. Odłożyłam laptopa na szafkę nocną, właśnie w tym momencie na łóżko wskoczyła Hazza, moja suczka. Podrapałam ją za uszami, a ona zamruczał trochę jak kot.
- Ty mój koto-psie.- uśmiechnęłam się do niej.
- Cody choć na dół.- mama krzyknęła. Poprawiłam ciuchy i powiedziałam.
- Idziemy, idziemy.- powiedziałam do Hazzy jak do małego dziecka. Zbiegłyśmy razem do salonu. Na kanapie siedział mój ojczym i mama.
- Pakuj się za dwa dni wyjeżdżamy do Londynu.- jak zwykle, prosto z mostu powiedział Ron. Chciałam wyjść, jakoś wytrzymam te kilka dni. On jak by czytał w moich myślach.- Przeprowadzamy się na stałe.- po tych słowach poczułam zupełną pustkę. Zeszłam z psem do piwnicy i czekałam na resztę. Całe życie spędziłam w Polsce, no i jeszcze jak byłam bardzo mała to w Ameryce bo stamtąd pochodził mój biologiczny tata. Niestety mama poznała osiem lat temu Ron'a, jest miły i lubię go, ale prawie że nigdy nie pyta mnie o zdanie. Tak jak z tym wyjazdem. Westchnęła, dopiero po kolejnych dziesięciu minutach przyszła reszta zespołu.
- Siemcia różowa.- Kevin potargał mi włosy.
- Hejka.- z Elizką dałyśmy sobie po buziaku w policzek.
- Maleńka.- Adam mnie przytulił. Każde z nich śmiejąc się stanęło przy swoim instrumencie. Jak ja im powiem że wyjeżdżam?- taka myśl krążyła w mojej głowie. 
- Coś się stało?- Adam spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Potrząsnęłam głową i stanęłam za mikrofonem. 
- I can fly.- powiedziałam. Za moimi plecami rozgrzmiały gitary i po chwili włączyła się perkusja.
-I feel freedom and the delicate wind, I can fly
Please baby don't cry, cry, cry
I can't stay here, sorry, I can't stay here
If I could turn back time and find these moments which we passed
I'd do it but I can't
I try to be close to you heart
Although I know that is an ocean between us
Sometime forgetting about each other
We do unforgivable stuff
Wounding our feelings
Dies It what for so long nurtured
.
.
.
Z nagraniem tej piosenki skończyliśmy nasze demo. Usiadłam na starej skórzanej kanapie stojącej na przeciw ściany "chwały". Nazywaliśmy ją tak bo wisiały na niej plakaty największych muzyków, na których się wzorowaliśmy: Michael Jackson, the Beatles, Abba i the Rolling Stones. To tylko niektórzy z nich.
- Mów co się stało.-Elizka siedziała na stołku za perkusją.
- Wyprowadzam się.- krótko i zwięźle, o nie już zaczynam być podobna do mojego ojczyma.
- Ale gdzie?- zapytał Kevin.
- Do Londynu, za dwa dni.
- E tam, fajne miasto ale nie.
- Ty byś wolał takie Las Vegas, kotku.- zaśmiał się Adam i poruszył śmiesznie brwiami. Adam czasem tak nazywał Kevina ale to inna historia, może kiedyś ją usłyszycie.
- No ba impreza to moje drugie imię.- wypiął dumnie pierś. Parsknęłyśmy śmiechem wraz z Elizą.
- A ja myślałam że Bożydar.- zaśmiała się moja przyjaciółka.
- Ja ci tu dam Bożydara Anno.- i zaczęli się ganiać po pomieszczeniu. Ja i Adam śmialiśmy się. Będzie mi brakowało tych idiotów ale jakoś wytrzymamy.- z tą myślą w głowie obserwowałam jak moi przyjaciele turlają się w zawziętej walce po podłodze.

czwartek, 31 stycznia 2013

Oni to zaczęli

Cody Queen (16L)
Ojciec Amerykanin, matka Polka. W domu niczego jej nie brakuje. Uwielbia śpiewać, wygłupiać się i marzyć. W szkole jest raczej szarą myszką, przeważnie ludzie ją kojarzą z tego, że jest przyjaciółką Elizy. Jest wokalistką zespołu Frozen Mouth, która gdyby mogła ciągle by jadła i spała.

Eliza Anna Simson (16L)
Oboje rodzice to Anglicy, ale mają polskie korzenie. Można określić ją jednym zdaniem: „ Wszystkich zna, znają ją wszyscy”. Perkusistka Frozen Mouth, ale oprócz muzyki uwielbia modę.

Kevin Thoor (21L)
Anglik. Imprezowicz jakich mało, otwarty na nowe znajomości i nowe miłości. Jego najdłuższy związek to miesiąc, szybko się nudzi kobietami oraz próbuje zwieść każdą, która mu się spodoba. Basista Frozen Mouth.
Adam Królikowski (18L)
Polak. Całe jego życie jest pochłonięte przez muzykę, niepoprawny romantyk oraz cicha woda. Za przyjaciółmi potrafił by się rzucić w ogień. Majsterkowicz i gitarzysta Frozen Mouth.

sobota, 12 stycznia 2013

Dream Time- 5

* Rok później studio nagrań*
- Od początku dziewczęta.- zaklaskał w dłonie Mikel, menager Mix, które po zajęciu trzeciego miejsca zmieniły nazwę na Sweet Silence. Nazwę nowego zespołu wymyśliły wspólnie, iż w bootcampach przyłączono do nich JJ. Zaczęły śpiewać swoje partie od nowa. Najgorzej szło Megan, dziewczyna niedawno straciła panowanie nad nałogiem. Zespół próbował jej pomóc ale to nic nie dawało. Colds zachorowała na Zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Na początku tego wszystkiego próbowano ukryć chorobę prze fanami ale to nie dawało efektu. Z czasem Lexi zauważyła, że Megan ma obsesje na punkcie JJ. Oczywiście dziewczyna powiedziała o tym przyjaciółce, Parker z początku nie wierzyła. Dopiero gdy Colds powiedziała brunetce że jak kiedyś zmieni płeć to będą na zawsze razem, przejrzała na oczy. Od tamtego momentu minął miesiąc, a atmosferę między zespołem można kroić nożem. Dziewczyny nagrywały ostatnią piosenkę na debiutancki album. Właśnie kończyły, ostatnią partię śpiewały w duecie JJ i Lexi. 


...Fly away sometime far to the stars
Leave everything,  it is not our world
Our feet do not touch the ground
On the wings of dreams, fly away away


- Nareszcie to mamy.- ucieszył się Mikel.- Stawiam wam po wielkim ciastku.
- Trzymam cię za słowo.- Ann poderwała się z krzesła. Alex również wybiegła z pomieszczenia na wzmiankę o ciastku. JJ wyszła trochę bez entuzjazmu, który miała na początku dnia.
- Coś się stało?- zapytała Megan.
- Umm... nie nic.- uśmiechnęła się w odpowiedzi i wyszła. Dziewczyna w bluzce w kratkę i okularach podążyła z nią. Wyszły na parking, gdzie zaskoczył je miły widok.
- Naill!- Parker rzuciła się ukochanemu w ramiona. Horan przytulił ją mocno do siebie i pocałował namiętnie. 
- Już nie mogłem się doczekać.
- Ej Nialler bo my też się za nią stęskniliśmy.- zaśmiał się Hazz. Dragon Ball przytuliła się do reszty zespołu.
- Miło było ale również moja dama na mnie czeka.- pożegnał się z nimi Louis.
- Ja też was opuszczam.- Liam pojechał do Danielle. Harry i Ann cieszyli się sobą, podobnie jak Zayn i Alexandra. Niall i JJ stali wtuleni w siebie chłonąc swa bliskość, tylko Megan stała samotnie przeszywając jedną jedyną osobę wzrokiem mordercy.
*Wieczór mieszkanie Sweet Silence* 
Śmiechy rozchodziły się po wszystkich pomieszczeniach. Cała jedenastka plus Sam, który przyjechał niedawno wpatrywała się w ekran telewizora, na którym leciała komedia. Jedli popcorn, chipsy i popijali to piwem lub colom. Ten wieczór był odskocznią dla wszystkich. Po kolejnych minutach, a może godzinach, nagle skończyło się jedzenie.
- Wyskoczę do sklepu.- zadeklarowała Parker. Horan niechętnie wypuścił ukochaną z objęć. Brunetka wciągnęła trampki oraz bluzę Nialla i wyszła. Noc była bardzo spokojna, gwiazdy przyświecały słabo, jedyne głębsze światło biło od latarni ulicznych. JJ ze słuchawkami w uszach podążała do supermarketu. Po zakupach postanowiła wrócić parkiem. Szybko pożałowała swej decyzji gdyż było tu mroczno. Kiedy była już w połowie alejki, tuż przed mostkiem padła jej bateria w telefonie. Wówczas gdy muzyka przestała płynąc ze słuchawek dziewczyna usłyszała za sobą kroki. Odwróciła się ale w ciemnościach widziała tylko zarysy postaci. Strach sparaliżował ja doszczętnie. Oczekiwała najgorszego, ale osobą okazał się mężczyzna z psem. Kamień spadł przestraszonej dziewiętnastolatce z serca. Spokojnie już wkroczyła ja most. Podniosła wzrok na księżycowy rogal oświetlający jej drogę. Oparła się łokciami o balustradę a siatkę z zakupami postawiła na betonie.
- Jesteś piękna.- szept przy uchu przyprawił ją o palpitacje serca. Odskoczyła od osoby na sporą odległość.   Tym razem to nie facet z psem, a Megan. Brunetka w okularach sięgnęła go torby z zakupami wyjmując puszkę piwa.
- Coś się tak wystraszyła?- zapytała upijając łyk alkoholu.
- Nie spodziewałam się ciebie.- zaczęła spokojne.
- A co myślałaś że to ten farbowany blondynek?- nie dała jej odpowiedzieć, kontynuowała- Nigdy nie myślałaś żeby uciec, no wiesz w takie miejsce którego nikt nie zna. Gdzie była byś tym kim chcesz i mogła żyć szczęśliwie.
- Może.
- Ucieknij ze mną, dziś, teraz. On nie da ci tego co ja. Ja wiem że ty go nie kochasz już dawno to zauważyła,  choć ze mną. Będziemy miały domek ja ten bohater twojej chińskiej bajeczki, w lesie z dala od tych natrętnych ludzi.- Megan złapała JJ za rękę i mocno ścisnęła. Parker dostrzegła w jej brązowych oczach obłęd. Chciała się wyrwać i jak najszybciej wpaść w bezpieczne ramiona Nialla. Colds popchnęła JJ taż że ta przewróciła się raniąc sobie łokcie.
- A miało być tak pięknie, Ty, Ja i domek w lesie z kąt nikt mi by cię nie ukradł.- w tym momencie wyjęła broń.- Jeżeli ja nie będę cię miała to tym bardziej ten sukinsyn.- strzał ściągnął policję przejeżdżającą niedaleko. Gdy byli niedaleko zobaczyli tylko ginący i mroku wóz bez rejestracji. Jeden z policjantów wybiegł na most. Drugi zaś zaczął na sygnale gonić auto. Karetka przyjechała w mgnieniu oka, w tym czasie przyjechały jeszcze trzy wozy policyjne. Dopiero w szpitalu zadzwoniono do rodziny osoby poszkodowanej.  - Gdzie leży?- przerwała mu pielęgniarka.
- Piętro drugie, dopiero ją przyw...- grupka ludzi zniknęła w pośpiechu na schodach. Korytarz był prawie pusty, nie licząc jakiejś zdenerwowanej kobiety. Dopiero po chwili z sali operacyjnej wyszedł lekarz.
- Niestety nie udało nam jej się odratować.- powiedział ze smutkiem patrząc w ich stronę. W oczach dwóch mężczyzn stanęły łzy.
- Przepraszam, wy może do JJ Parker?- zapytała pielęgniarka. Louis skinął głową przytulając płacząc El.
- Jest w pokoju 56, nic jej nie jest. Jest tylko w szoku.- po tych słowach odetchnęli z ulgą. Wpadli do wskazanego pomieszczenia niczym tornado.
- Chciała mnie zapić.- słowa wypłynęły z bladych ust brunetki siedzącej na łóżku.
- Już teraz wszystko będzie dobrze.- przytulił ją Niall, później Sam, El, Dani, Lexi, Ann, Hazz, Liam, Zayn i Louis.
*Osiem lat później*
Liam i Danielle wraz z synem Chrisem mieszkają na obrzeżach Londynu zaś Lexi i Zayn z bliźniaczkami Danielle i Jessy oraz Louis i El z synkiem Mattym w centrum. Niall i JJ oraz ich dzieci James i Samantha w zachodniej części Londynu. Sam znalazł sobie dziewczynę, z którą wyprowadził się do LA. Harry rozszedł się z Ann i jest teraz z Taylor. Edwards zaczęła solową karierę a u jej boku stoi Janek, chłopak którego poznała w x-factor.
Właśnie JJ wróciła z pracy po męczącym dniu. Dzieci bawiły się w ogrodzie, a jej mąż siedział w salonie. Przywitała się z nim namiętnym pocałunkiem.
- Wiesz że nie musisz pracować?- zaśmiał się Horan sadzając swą żonę na fotelu, a samemu idąc do kuchni aby przygotować jej kawę.
- Wiem ale chcę.- przeciągnęła się i ułożyła wygodniej. JJ utkwiła wzrok w telefonie stacjonarnym, gdzie widniała jedna wiadomość na poczcie głosowej. Kliknęła guziczek. Po krótkim sygnale odezwał się jej tak dobrze znajomy głos, który nękał ją przez kilka miesięcy w koszmarach.
- Kiedyś i tak będziemy razem.