piątek, 8 lutego 2013

3.Stanęłam na chodniku [...]

Obudziło mnie lizanie Hazzy po twarzy. 
- Już wstaje.- niechętnie podniosłam się do siadu. Na kalendarzu wiszącym na ścianie, jutro jest ta nieszczęsna data- ósmy lutego. Do kuchni wparowałam w mojej zajebistej pidżamie w kaczorki. Mama już tam siedziała z Ron'em.
- Dobry.- usiadłam do kanapek, ale najpierw zrobiłam jeść psu. Coś dziwnie było spokojnie.- Wydarzyło się coś?
- Kochanie ja wiem, że mieliśmy wyjechać jutro ale plany się zmieniły. Jedziemy dziś, wieczorem mamy wylot.- powiedziała mama.
- Spakuj się.- Ron pogłaskał mnie po włosach. Skonsumowałam szybko śniadanie, pobiegłam do pokoju, ubrałam się i wzięłam moją gitarę akustyczną. Wychodząc napisałam sms'a do reszty, że spotkamy się w parku i żeby gitary wzięli. Szłam powoli, starałam się zapamiętać najmniejsze szczegóły Krakowa. Jeszcze delikatnie prószył śnieg, płatki spadały na moją czapkę oraz kurtkę. Kroczyłam brukowaną uliczką, wielu ludzi pędziło w wiele stron. Czułam jak by wszystko dookoła przyśpieszyło. Stanęłam na chodniku i spojrzałam w niebo, poczułam się nagle taka samotna. 

- Co tak długo?- zapytała Elizka siedząca na ławce z gitarą w ręku. Adam i Kevin siedzieli na murku altanki, w której obecnie się znajdowaliśmy. 
- Wyjeżdżam dziś wieczorem.- jedna łza spłynęła mi po policzku, a po niej już tysiące. Zaczęliśmy się przytulać, płakać, rozmawiać i na koniec krzyczeć. Krzyczeć tak głośno jak potrafiliśmy. 
- Bez was, ja się tam nie odnajdę.- siedziałam przytulona do Adama. 
- Wyluzuj i nie przeżywaj.- powiedzieli równo Kevin i Elizka.
- Zagrajmy coś.- chwyciłam gitarę. Usiadłam teraz na oparciu ławeczki. Przeciągnęłam palcami po strunach.
- Razem przetrwamy dalekie wyprawy
Razem przetrwamy każdą straszną noc
Teraz ze swoją gitarą dołączył się Kevin.
- Nasz przyjaźń nam na to pozwala
To ona trzyma nas jak grawitacja 
Elizka włączyła się z gitarą.
- Nieważne co się stanie
Do puki mamy siebie,
przetrwamy
I teraz zaczął śpiewać Adami grając na gitarze.
- Chwyćmy się za ręce
Spójrzmy każdemu w oczy
Ostatnie zaśpiewaliśmy wspólnie grając.
- Chodźmy w stronę słońca
Chodźmy w stronę marzeń...
Ucichły nasze głosy, a dźwięki instrumentów niósł jeszcze wiatr. Patrzyliśmy to na siebie, to gdzieś w dal.
- Będzie mi was brakować.- szepnęłam. Nagle rozbrzmiał dźwięk mojego telefonu. To był Ron, musiałam już wracać. Przytuliliśmy się i odprowadzili mnie do domu. Gdy weszłam za próg byłam pewna jednaj rzeczy. Gdybym mogła chwyciła bym Hazzę i walizki stojące w korytarzu i uciekła daleko do przyjaciół.
- Znajdziesz nowych przyjaciół.- powiedziała mama gdy samochód ruszył z parkingu. Do lotniska nie było daleko. Ojczym odebrał bilety, ja zamknęłam psa w klatce.Widziałam strach w oczach Hazzy.
- Będzie dobrze maleńka.- wyszeptałam. Jakiś facet odebrał mi klatkę.Wsiadłam do samolotu, ze słuchawkami w uszach zasnęłam. Modliłam się żeby to był sen.

wtorek, 5 lutego 2013

2. - Jestem, głodna jestem

Następnego dnia rano, a może to jednak południe bo jest dwunasta trzynaście. Wstałam, ubrałam się i powędrowałam do kuchni. Moje śniadanie jak zwykle składało się z większości produktów, które zawierała nasza lodówka. Skonsumowałam je przed telewizorem oglądając powtórkę meczu piłki nożnej. Dzień zaplanowałam na dwie tury. Najpierw zakupy z Elizką, a później do pizzerii z chłopakami no i oczywiście z naszą kochaną perkusistką. Wstając z kanapy przeciągnęłam się oraz krzyknęłam.
- Mama ja o czternastej wychodzę na zakupy.
- Nie zapomnij wrócić.- zaśmiała się z kuchni.- Kup sobie coś ładnego.
- Mhm.- mruknęłam. Najpierw zanim wyszłam na zakupy, wzięłam Hazze na spacer. W Krakowie nic się dziś nie działo. W pobliskim parku nie było zbyt wielu ludzi, a prawie można rzec zero. Usiadłam na ławce i rozkoszowałam się spokojem gdy nagle usłyszałam nadjeżdżającego tira. Po chwili ciekła ze mnie woda iż samochód chyba specjalnie wjechał w tę kałużę. Zdenerwowana zawołałam psa.
- Hazza idziemy do domu.- oczywiście kiedy przybiegła wytarła we mnie chyba całe błoto z parku jakie znalazła. Tak, mokra i w błocie wracałam do domu. Zamykając drzwi i odkładając smycz do szafki krzyknęłam:
- Jestem, głodna jestem.- wdrapałam się do pokoju, wzięłam nowe ubrania i poszłam do łazienki. Umyłam się, a brudne ciuchy wrzuciłam do pralki i zeszłam do kuchni. Na blacie leżały kanapki, które zabrałam do pokoju. Jadłam ubierając się, ubierałam się jedząc i suszyłam włosy jedząc. Nie było jeszcze pięć po czternastej a już rozbrzmiał dźwięk mojego telefonu.
- Czego?- ja i moja grzeczność.
-...
- Ach, no wiesz byłam z Hazzą w parku i samochód mnie ochlapał.
-...
- Przestań się śmiać, za pięć minut będę w centrum handlowym.- rozłączyłam się. Zbiegłam po schodach i zakluczając dom puściłam się biegiem do umówionego miejsca. Elizka już tam była. Na powitanie powiedziałam jej.
- Koniec z wuefem na ten rok.
- Hehe, przecież i tak nigdy nie ćwiczyłaś.- dostałam od nie kuksańca w żebra.
- Sportsmenka się odezwała.- rzuciłam z ironią. W sklepach spędziłyśmy jakieś trzy może cztery godzinki. Później Eliza zadzwoniła po chłopaków i spotkaliśmy się w pizzerii.
- U was kasa chyba na drzewach rośnie.- powiedział Adam mierząc wzrokiem nasze torby z zakupami.
- A skąt ty pieniądze bierzesz jak nie z drzewa?- zapytał Kevin. Usiedliśmy do stołu.
- A no jo.- pacnął się w czoło Adam.
- Ej to mój tekst!- warknęła Eliza. Zamówiliśmy jedzenie, gadaliśmy, śmialiśmy się no i oczywiście wygłupialiśmy się. Brzuchy nam się przyjemnie wypełniły. Siedzieliśmy już teraz przy pustym stole gdy nagle robiło się w miarę cicho. Ni z tond ni z tam tond Elizka głośno beknęła.
- Ktoś to słyszał?- zapytała zakrywając usta.
- Zapewne cały Kraków.- roześmiałam się wraz z chłopakami, a Eliza nam zawtórowała. Zrobiło się późno, a mianowicie dwudziesta pierwsza  dwadzieścia. Zebraliśmy się i przy skrzyżowaniu rozeszliśmy do domów. Mama z ojczymem oglądali telewizję. Zatachałam torby z zakupami do swojego pokoju. Przebrałam się tylko w pidżamę i ległam na łóżko. Zasnęłam prawie od razu. 

sobota, 2 lutego 2013

1. Las Vegas, kotku

Kiedy byliśmy mali marzyliśmy o sławie. 
Pomysł, który zrodził się tamtej nocy w mojej głowie zmienił wszystko. Pamiętam, że złapałam wtedy za komórkę i zadzwoniłam do Elizki. Kiedy odebrała ja nie czekając na jej krzyki powiedziałam: 
Załóżmy zespół!
Przez następne kilka dni zdążyłyśmy namówić jeszcze Kevina i Adama, przyjaciół kuzyna Elizy. Dosyć często się kłóciliśmy, a to o brzmienie  albo o tekst, ale wtedy byliśmy jeszcze tacy nijacy, bez nazwy. Nazwę wymyśliła Elizka kiedy we czwórkę byliśmy latem na lodach. Wybrudziłam się wtedy truskawkowym  mrożonym deserem, a ona wstała i krzyknęła:
Frozen Mouth.

I tak już zostało, my i nasze Frozen Mouth. Od tamtego czasu było już tylko lepiej, a może i nie bo nadal graliśmy w mojej piwnicy nazywanej przez nas świątynią.

***
Rzuciłam się na moje kochane, okrągłe łóżko. Wpatrywałam się w zielony sufit na którym wisiała lampa w kształcie smoka. Rozmyślałam nad nad próbą, która miała odbyć się za kilkanaście minut. Od niechcenia sprawdziłam facebook'a i twitter'a. Na świecie nic ciekawego się nie dzieje, nikt nic nie pisze. Odłożyłam laptopa na szafkę nocną, właśnie w tym momencie na łóżko wskoczyła Hazza, moja suczka. Podrapałam ją za uszami, a ona zamruczał trochę jak kot.
- Ty mój koto-psie.- uśmiechnęłam się do niej.
- Cody choć na dół.- mama krzyknęła. Poprawiłam ciuchy i powiedziałam.
- Idziemy, idziemy.- powiedziałam do Hazzy jak do małego dziecka. Zbiegłyśmy razem do salonu. Na kanapie siedział mój ojczym i mama.
- Pakuj się za dwa dni wyjeżdżamy do Londynu.- jak zwykle, prosto z mostu powiedział Ron. Chciałam wyjść, jakoś wytrzymam te kilka dni. On jak by czytał w moich myślach.- Przeprowadzamy się na stałe.- po tych słowach poczułam zupełną pustkę. Zeszłam z psem do piwnicy i czekałam na resztę. Całe życie spędziłam w Polsce, no i jeszcze jak byłam bardzo mała to w Ameryce bo stamtąd pochodził mój biologiczny tata. Niestety mama poznała osiem lat temu Ron'a, jest miły i lubię go, ale prawie że nigdy nie pyta mnie o zdanie. Tak jak z tym wyjazdem. Westchnęła, dopiero po kolejnych dziesięciu minutach przyszła reszta zespołu.
- Siemcia różowa.- Kevin potargał mi włosy.
- Hejka.- z Elizką dałyśmy sobie po buziaku w policzek.
- Maleńka.- Adam mnie przytulił. Każde z nich śmiejąc się stanęło przy swoim instrumencie. Jak ja im powiem że wyjeżdżam?- taka myśl krążyła w mojej głowie. 
- Coś się stało?- Adam spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Potrząsnęłam głową i stanęłam za mikrofonem. 
- I can fly.- powiedziałam. Za moimi plecami rozgrzmiały gitary i po chwili włączyła się perkusja.
-I feel freedom and the delicate wind, I can fly
Please baby don't cry, cry, cry
I can't stay here, sorry, I can't stay here
If I could turn back time and find these moments which we passed
I'd do it but I can't
I try to be close to you heart
Although I know that is an ocean between us
Sometime forgetting about each other
We do unforgivable stuff
Wounding our feelings
Dies It what for so long nurtured
.
.
.
Z nagraniem tej piosenki skończyliśmy nasze demo. Usiadłam na starej skórzanej kanapie stojącej na przeciw ściany "chwały". Nazywaliśmy ją tak bo wisiały na niej plakaty największych muzyków, na których się wzorowaliśmy: Michael Jackson, the Beatles, Abba i the Rolling Stones. To tylko niektórzy z nich.
- Mów co się stało.-Elizka siedziała na stołku za perkusją.
- Wyprowadzam się.- krótko i zwięźle, o nie już zaczynam być podobna do mojego ojczyma.
- Ale gdzie?- zapytał Kevin.
- Do Londynu, za dwa dni.
- E tam, fajne miasto ale nie.
- Ty byś wolał takie Las Vegas, kotku.- zaśmiał się Adam i poruszył śmiesznie brwiami. Adam czasem tak nazywał Kevina ale to inna historia, może kiedyś ją usłyszycie.
- No ba impreza to moje drugie imię.- wypiął dumnie pierś. Parsknęłyśmy śmiechem wraz z Elizą.
- A ja myślałam że Bożydar.- zaśmiała się moja przyjaciółka.
- Ja ci tu dam Bożydara Anno.- i zaczęli się ganiać po pomieszczeniu. Ja i Adam śmialiśmy się. Będzie mi brakowało tych idiotów ale jakoś wytrzymamy.- z tą myślą w głowie obserwowałam jak moi przyjaciele turlają się w zawziętej walce po podłodze.

czwartek, 31 stycznia 2013

Oni to zaczęli

Cody Queen (16L)
Ojciec Amerykanin, matka Polka. W domu niczego jej nie brakuje. Uwielbia śpiewać, wygłupiać się i marzyć. W szkole jest raczej szarą myszką, przeważnie ludzie ją kojarzą z tego, że jest przyjaciółką Elizy. Jest wokalistką zespołu Frozen Mouth, która gdyby mogła ciągle by jadła i spała.

Eliza Anna Simson (16L)
Oboje rodzice to Anglicy, ale mają polskie korzenie. Można określić ją jednym zdaniem: „ Wszystkich zna, znają ją wszyscy”. Perkusistka Frozen Mouth, ale oprócz muzyki uwielbia modę.

Kevin Thoor (21L)
Anglik. Imprezowicz jakich mało, otwarty na nowe znajomości i nowe miłości. Jego najdłuższy związek to miesiąc, szybko się nudzi kobietami oraz próbuje zwieść każdą, która mu się spodoba. Basista Frozen Mouth.
Adam Królikowski (18L)
Polak. Całe jego życie jest pochłonięte przez muzykę, niepoprawny romantyk oraz cicha woda. Za przyjaciółmi potrafił by się rzucić w ogień. Majsterkowicz i gitarzysta Frozen Mouth.

sobota, 12 stycznia 2013

Dream Time- 5

* Rok później studio nagrań*
- Od początku dziewczęta.- zaklaskał w dłonie Mikel, menager Mix, które po zajęciu trzeciego miejsca zmieniły nazwę na Sweet Silence. Nazwę nowego zespołu wymyśliły wspólnie, iż w bootcampach przyłączono do nich JJ. Zaczęły śpiewać swoje partie od nowa. Najgorzej szło Megan, dziewczyna niedawno straciła panowanie nad nałogiem. Zespół próbował jej pomóc ale to nic nie dawało. Colds zachorowała na Zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Na początku tego wszystkiego próbowano ukryć chorobę prze fanami ale to nie dawało efektu. Z czasem Lexi zauważyła, że Megan ma obsesje na punkcie JJ. Oczywiście dziewczyna powiedziała o tym przyjaciółce, Parker z początku nie wierzyła. Dopiero gdy Colds powiedziała brunetce że jak kiedyś zmieni płeć to będą na zawsze razem, przejrzała na oczy. Od tamtego momentu minął miesiąc, a atmosferę między zespołem można kroić nożem. Dziewczyny nagrywały ostatnią piosenkę na debiutancki album. Właśnie kończyły, ostatnią partię śpiewały w duecie JJ i Lexi. 


...Fly away sometime far to the stars
Leave everything,  it is not our world
Our feet do not touch the ground
On the wings of dreams, fly away away


- Nareszcie to mamy.- ucieszył się Mikel.- Stawiam wam po wielkim ciastku.
- Trzymam cię za słowo.- Ann poderwała się z krzesła. Alex również wybiegła z pomieszczenia na wzmiankę o ciastku. JJ wyszła trochę bez entuzjazmu, który miała na początku dnia.
- Coś się stało?- zapytała Megan.
- Umm... nie nic.- uśmiechnęła się w odpowiedzi i wyszła. Dziewczyna w bluzce w kratkę i okularach podążyła z nią. Wyszły na parking, gdzie zaskoczył je miły widok.
- Naill!- Parker rzuciła się ukochanemu w ramiona. Horan przytulił ją mocno do siebie i pocałował namiętnie. 
- Już nie mogłem się doczekać.
- Ej Nialler bo my też się za nią stęskniliśmy.- zaśmiał się Hazz. Dragon Ball przytuliła się do reszty zespołu.
- Miło było ale również moja dama na mnie czeka.- pożegnał się z nimi Louis.
- Ja też was opuszczam.- Liam pojechał do Danielle. Harry i Ann cieszyli się sobą, podobnie jak Zayn i Alexandra. Niall i JJ stali wtuleni w siebie chłonąc swa bliskość, tylko Megan stała samotnie przeszywając jedną jedyną osobę wzrokiem mordercy.
*Wieczór mieszkanie Sweet Silence* 
Śmiechy rozchodziły się po wszystkich pomieszczeniach. Cała jedenastka plus Sam, który przyjechał niedawno wpatrywała się w ekran telewizora, na którym leciała komedia. Jedli popcorn, chipsy i popijali to piwem lub colom. Ten wieczór był odskocznią dla wszystkich. Po kolejnych minutach, a może godzinach, nagle skończyło się jedzenie.
- Wyskoczę do sklepu.- zadeklarowała Parker. Horan niechętnie wypuścił ukochaną z objęć. Brunetka wciągnęła trampki oraz bluzę Nialla i wyszła. Noc była bardzo spokojna, gwiazdy przyświecały słabo, jedyne głębsze światło biło od latarni ulicznych. JJ ze słuchawkami w uszach podążała do supermarketu. Po zakupach postanowiła wrócić parkiem. Szybko pożałowała swej decyzji gdyż było tu mroczno. Kiedy była już w połowie alejki, tuż przed mostkiem padła jej bateria w telefonie. Wówczas gdy muzyka przestała płynąc ze słuchawek dziewczyna usłyszała za sobą kroki. Odwróciła się ale w ciemnościach widziała tylko zarysy postaci. Strach sparaliżował ja doszczętnie. Oczekiwała najgorszego, ale osobą okazał się mężczyzna z psem. Kamień spadł przestraszonej dziewiętnastolatce z serca. Spokojnie już wkroczyła ja most. Podniosła wzrok na księżycowy rogal oświetlający jej drogę. Oparła się łokciami o balustradę a siatkę z zakupami postawiła na betonie.
- Jesteś piękna.- szept przy uchu przyprawił ją o palpitacje serca. Odskoczyła od osoby na sporą odległość.   Tym razem to nie facet z psem, a Megan. Brunetka w okularach sięgnęła go torby z zakupami wyjmując puszkę piwa.
- Coś się tak wystraszyła?- zapytała upijając łyk alkoholu.
- Nie spodziewałam się ciebie.- zaczęła spokojne.
- A co myślałaś że to ten farbowany blondynek?- nie dała jej odpowiedzieć, kontynuowała- Nigdy nie myślałaś żeby uciec, no wiesz w takie miejsce którego nikt nie zna. Gdzie była byś tym kim chcesz i mogła żyć szczęśliwie.
- Może.
- Ucieknij ze mną, dziś, teraz. On nie da ci tego co ja. Ja wiem że ty go nie kochasz już dawno to zauważyła,  choć ze mną. Będziemy miały domek ja ten bohater twojej chińskiej bajeczki, w lesie z dala od tych natrętnych ludzi.- Megan złapała JJ za rękę i mocno ścisnęła. Parker dostrzegła w jej brązowych oczach obłęd. Chciała się wyrwać i jak najszybciej wpaść w bezpieczne ramiona Nialla. Colds popchnęła JJ taż że ta przewróciła się raniąc sobie łokcie.
- A miało być tak pięknie, Ty, Ja i domek w lesie z kąt nikt mi by cię nie ukradł.- w tym momencie wyjęła broń.- Jeżeli ja nie będę cię miała to tym bardziej ten sukinsyn.- strzał ściągnął policję przejeżdżającą niedaleko. Gdy byli niedaleko zobaczyli tylko ginący i mroku wóz bez rejestracji. Jeden z policjantów wybiegł na most. Drugi zaś zaczął na sygnale gonić auto. Karetka przyjechała w mgnieniu oka, w tym czasie przyjechały jeszcze trzy wozy policyjne. Dopiero w szpitalu zadzwoniono do rodziny osoby poszkodowanej.  - Gdzie leży?- przerwała mu pielęgniarka.
- Piętro drugie, dopiero ją przyw...- grupka ludzi zniknęła w pośpiechu na schodach. Korytarz był prawie pusty, nie licząc jakiejś zdenerwowanej kobiety. Dopiero po chwili z sali operacyjnej wyszedł lekarz.
- Niestety nie udało nam jej się odratować.- powiedział ze smutkiem patrząc w ich stronę. W oczach dwóch mężczyzn stanęły łzy.
- Przepraszam, wy może do JJ Parker?- zapytała pielęgniarka. Louis skinął głową przytulając płacząc El.
- Jest w pokoju 56, nic jej nie jest. Jest tylko w szoku.- po tych słowach odetchnęli z ulgą. Wpadli do wskazanego pomieszczenia niczym tornado.
- Chciała mnie zapić.- słowa wypłynęły z bladych ust brunetki siedzącej na łóżku.
- Już teraz wszystko będzie dobrze.- przytulił ją Niall, później Sam, El, Dani, Lexi, Ann, Hazz, Liam, Zayn i Louis.
*Osiem lat później*
Liam i Danielle wraz z synem Chrisem mieszkają na obrzeżach Londynu zaś Lexi i Zayn z bliźniaczkami Danielle i Jessy oraz Louis i El z synkiem Mattym w centrum. Niall i JJ oraz ich dzieci James i Samantha w zachodniej części Londynu. Sam znalazł sobie dziewczynę, z którą wyprowadził się do LA. Harry rozszedł się z Ann i jest teraz z Taylor. Edwards zaczęła solową karierę a u jej boku stoi Janek, chłopak którego poznała w x-factor.
Właśnie JJ wróciła z pracy po męczącym dniu. Dzieci bawiły się w ogrodzie, a jej mąż siedział w salonie. Przywitała się z nim namiętnym pocałunkiem.
- Wiesz że nie musisz pracować?- zaśmiał się Horan sadzając swą żonę na fotelu, a samemu idąc do kuchni aby przygotować jej kawę.
- Wiem ale chcę.- przeciągnęła się i ułożyła wygodniej. JJ utkwiła wzrok w telefonie stacjonarnym, gdzie widniała jedna wiadomość na poczcie głosowej. Kliknęła guziczek. Po krótkim sygnale odezwał się jej tak dobrze znajomy głos, który nękał ją przez kilka miesięcy w koszmarach.
- Kiedyś i tak będziemy razem.

środa, 28 listopada 2012

Dream Time- 4

J.J wróciła do pokoju. Byłą zmęczona po tym dniu. Mix poszły do bufetu, a brunetka nie miała ochoty na jedzenie. Wzięła laptopa i włączyła skype'a. Jedyną osobą, która była aktywna to Colin- przyjaciel J.J z LA.
-No siemanko.- przywitała się z nim.
- Malutka! Co tam? Co robisz?
- Ach po przeprowadzce tak jakoś dziwnie.
- Przynajmniej już nie mieszkacie w sierocińcu.- powiedział.
- Tak masz racje.- uśmiechnęła się.
- Fajny pokój, jest Sam?
- Nie niema go, a pokój nie mój dostałam się do bootcampów w x-factor i jestem w hotelu.- wyszczerzyła się do kamery. 
- To świetnie, będziemy ci wszyscy kibicować.- wstał od komputera i wyszedł z pokoju. J.J usłyszała jak woła swojego brata- Sebastiana.
- Hej Sowa.- zaśmiała się do chłopaka w okularach.
- Dragon Ball co tam.- (Sowa zawsze mówił na J.J Dragon Ball bo ona od najmłodszych lat kochała to anime)
- Jestem w x-factor!
- To świetnie, wiesz jak już będziesz piękna, sławna i bogata to się na tobie wylansuje.- powiedział brunet.
- Oh aleś ty miły.- śmiali się długo. Rozmawiali i wspominali stare czasy. Gadanie nie miało by końca ale weszła Alex.
- J.J grasz z nami w butelkę?- stanęła w drzwiach.
- Mhm.- kiwnęła do niej głową. Pożegnała się z przyjaciółmi i poszła z blondynką do jednego z pokoi zamieszkanych przez uczestników talent show. Grupa składała się między innymi z : Łukasza, Janka, Megan, Lexi, Ann i kilku innych osób które Parker kojarzyła z castingów. Wpierw grali na pytania. Zaczęło się od "Ile masz lat" a skończyło na " Ile razy to robiłeś". Później gra była na całowanie, Lexi całowała się z Łukaszem, a J.J wymieniała ślinę z Jankiem. Ktoś skombinował alkohol, oczywiście jedynymi osobami które nie piły była Megan wraz z J.J.  O dwudziestej trzeciej trzydzieści zaczęło się robić nieciekawie. Może ze dwie osoby się ulotniły, a reszta bawiła się w najlepsze. Lexi weszła na stolik i nie wiadomo z kąt wzięła marakasy, zaczęła nimi wywijać na wszystkie strony śpiewając " La ku ka racza, La ku ka racza baran po polu zapierdacza". J.J zaczęła się zastanawiać z kąt ona zna takie piosenki ale rozmyślanie przerwała jej Megan.
- Wiesz gdzie jest Ann, Łukasz i Janek?- zapytała. Dziewczyny zaczęły ich szukać. Połowa ludzi albo się ulotniła albo spała. Po dziesięciu minutach Megan odnalazła Łukasza z Jankiem w szafie gdzie szukali Narnii, a J.J znalazła Ann poszukującej w wannie Nemo. Pozbierały zguby i zaprowadziły je do łóżek.
- To co zostaje nam ściągnięcie Alex ze stołu.- Megan wskazała na śpiącą przyjaciółką.
- Nie jak chce to niech tak śpi.- powiedziała Parker. Zmęczone J.J i Megan wróciły do pokoju od razu kładąc się spać. Rano co nastało bardzo szybko, pierwsza wstała Megan. Ogarnęła się i ubrała po czy poszła obudzić imprezowiczów. W tym czasie J.J wyjęła ciuchy i zamknęła się w łazience. Wychodząc z niej mało co nie została przewrócona przez Ann i Alex. Anderson oraz Edwards szykowały się w expresowym tempie. Blondynka wciągnęła ubrania ze szczoteczką w ustach podczas gdy czarnowłosa zakładał poszczególne części garderoby. Wyrobiły się w bardzo szybkim jak na nie tempie trzydziestu pięciu minut. Razem zeszły na śniadanie po którym czekały je występy.

piątek, 23 listopada 2012

Dream Time- 3

Wszyscy przygotowywali się do kolejnego etapu. Lexi poprawiała make-up i fryzurę, była już kompletnie ubrana. Megan już dawno przygotowana i również ubrana czekała przy drzwiach. Ann biegała w poszukiwaniu ciuchów po całym pokoju.
- J.J wyłaź z łazienki no!- dobijała się Edwards. Brunetka wyszła z pomieszczenia zwanego łazienką. Miała na sobie sukienkę po mamie, turkusowe trampki z różową u prawej nogi sznurówką, a u lewej żółtą i na ramionach jensową kurtkę. J.J jeszcze splotła włosy w luźny warkocz.
- Gotowe?- złapała za klamkę.
- No chwila no! Nie wiem gdzie jest mój  błyszczyk od Calvina Kleina!- Ann miotała się jak motyl w siatce.
- Chodź bo się spóźnimy.- Alex pociągnęła ją na korytarz. Parker zamknęła drzwi na klucz i powlokła się za Mix'em. Wszyscy zaczęli się zbierać. Do Lexi podszedł jakiś chłopak. Na oko J.J może miał dziewiętnaście lat.
- Hej kotku.- przywitał się.
- Już nie kotku słonko.- poprawiła go. Zdenerwowany odszedł. Parker nie myślała że z Alex jest taka łamaczka serc.
- Co tak patrzysz? Byłam z nim od dwóch miesięcy.- zaśmiała się Lexi.
- Jeden chłopak złamał jej serce teraz ona łamie serca im.- szepnęła Megan.
- Ma któraś z was szczotkę?- zapytała Ann.
- Nie potrzebna ci, dobrze wyglądasz.- powiedziała uśmiechnięta J.J
- Jasne.- fuknęła i oddaliła się.
- Obraziła się.- stwierdziła Megan.
- Najwyraźniej,wróci tak czy tak.- Alexandra odrzuciła swe długie włosy i zniknęła między ludźmi.
- Poszła na podryw.- zaśmiała się Colds. Rozmawiały aż jakiś facet nie powiedział iż J.J mam zaraz zaśpiewać. Pożegnała się z 1/3 Mix.

- Hej.- przywitała się z sędziami.
- Hej, możesz zaczynać.- powiedział Louis. Nabrała powietrza w płuca.
(piosenka)
Sweet love, sweet love
Trapped in you love
I've opened up, unsure I can trust
My heard and I were buried in dust
Free me, free me
.
.
.
Dała z siebie 110%.
- Masz operowy głos, z takimi możliwościami możesz daleko zajść.- te słowa wypowiedział Gary.
- Więc, to był naprawdę dobry występ.- skwitował Louis.
- Oby tak dalej.- uśmiechnęła się Tulisa. J.J oddaliła się do znajomych. Podzieliła się z nimi wrażeniami i oznajmiła, że nie było tak źle jak się spodziewała. Rozmawiały dziesięć minut, przed Mix'em był jakiś chłopak imieniem Łukasz. Parker dowiedziała się iż Ann podoba się ten polak. Dziewczyny zostały wezwane po chwili zostawiając J.J samą. Brunetka bawiła się warkoczem i wtedy podszedł do niej jakiś ciemnowłosy chłopak.
- Siema jestem Janek.- uśmiechnął się.
- J.J, śpiewałeś już?
- Nie jeszcze nie, a ty?
- Tak, co śpiewasz? Bo ja Bound to you.
- Don't wake me up Chrisa Browna.- ich rozmowa nie trwała długo bo przyszedł Mix i Janek się zmył.
- Wiesz kto to?- zapytała Lexi. J.J nie zdążyła odpowiedzieć.
- Druga miłość Ann.- zaśmiała się Megan.
- Łanek! To ich wspólne imię, no wiesz Janek , Ann i Łukasz.- śmiały się Lexi i Megan.
- Miałyście tak nie mówić!!!- krzyczała Ann, a Parker przyglądała im się z boku.